Dwie zupełnie różne sytuacje
W wyszukiwarce trafiasz do kogoś, kto właśnie wpisał „myjka ciśnieniowa do kostki" albo „kuchnia na wymiar Leszno". Ta osoba ma potrzebę teraz i szuka wykonawcy. Twoje zadanie sprowadza się do tego, żeby cię znalazła i nie miała powodu wracać do wyników.
Na Facebooku i Instagramie nikt niczego nie szuka. Ludzie przewijają. Reklama musi najpierw zatrzymać, potem wytłumaczyć, po co im to, a dopiero na końcu poprosić o kontakt. To dłuższa droga, ale docierasz do osób, które o twoim istnieniu nie wiedziały.
Kiedy wyszukiwarka
Gdy problem jest nazwany i pilny: awaria, termin, konkretny produkt, usługa z nazwy. Ktoś wie, czego chce, i porównuje wykonawców.
Gdy sprzedajesz coś, czego nie da się pokazać obrazkiem — usługę techniczną, doradztwo, sprzęt dobierany pod zastosowanie. Wtedy pierwsze pytanie i tak padnie w wyszukiwarce.
Zapytania z nazwą miasta są w tej samej kampanii najtańsze, bo konkuruje o nie mniej firm niż o hasła ogólnokrajowe.
Kiedy Meta
Gdy produkt widać. Meble, wnętrza, nieruchomości, jedzenie, wszystko, co działa na zdjęciu i na filmie. Tu obraz robi robotę, której nie zrobi żaden tekst reklamowy.
Gdy popyt trzeba wzbudzić, bo klient nie wie, że taka usługa istnieje albo że jest w jego zasięgu cenowym.
Gdy masz już listę klientów lub ruch na stronie i chcesz wrócić do osób, które kiedyś były blisko decyzji. Przypomnienie jest tam znacznie tańsze niż zdobycie kogoś nowego.
Gdy budżet starcza tylko na jedno
Zacznij od wyszukiwarki, jeśli ktokolwiek szuka twojej usługi z nazwy. Popyt, który już istnieje, jest tańszy do obsłużenia niż popyt, który trzeba stworzyć, i szybciej powie ci, czy oferta się broni.
Zacznij od Mety, jeśli sprzedajesz coś, czego ludzie nie szukają, bo nie wiedzą, że mogą. Tak jest przy produktach na zamówienie i przy nowych kategoriach.
Nie dziel małego budżetu na pół. Dwie niedofinansowane kampanie zbierają za mało danych, żeby którakolwiek zdążyła się nauczyć, i po miesiącu nie wiesz nic poza tym, że pieniądze się skończyły.
Jak poznać, że wybór był dobry
Nie po kliknięciach i nie po zasięgach. Po tym, ile zapytań przyszło i ile z nich zamieniło się w zlecenie. To wymaga, żeby zgłoszenia z obu platform trafiały w jedno miejsce i miały przy sobie informację o pochodzeniu.
U nas trafiają do systemu, który zbiera zgłoszenia z kampanii — widać z niego, z której reklamy przyszedł konkretny kontakt i co się z nim dalej stało. Bez tego rozmowa o wyborze platformy zostaje rozmową o gustach.