Co właściwie kupujesz
Sklep to nie jest jedna rzecz, tylko cztery: wygląd, mechanika sprzedaży, treść i integracje. Wyceny różnią się dlatego, że każda obejmuje inny zestaw tych czterech, a nazywa się tak samo.
Sam wygląd bywa najtańszą częścią. Najdroższe są zwykle integracje — z hurtownią, magazynem, systemem księgowym albo kurierem — bo tam nie ma gotowych klocków i każda działa inaczej.
Trzy poziomy i progi między nimi
W praktyce sklepy dzielą się na trzy grupy, a granice między nimi wyznacza nie budżet, tylko to, jak skomplikowana jest twoja sprzedaż.
- Gotowa platforma w abonamencie — kilkadziesiąt produktów, jeden kurier, ceny takie same dla wszystkich
- Platforma z rozbudową — te same podstawy plus wtyczki na nietypowe rzeczy; działa, dopóki wtyczek jest kilka
- System pisany pod firmę — ceny zależne od klienta, produkty konfigurowalne, własny obieg zamówień, integracja z magazynem
Koszty, których nie widać na wycenie
Abonament to dopiero początek. Do niego dochodzą płatne dodatki na rzeczy, które wydawały się oczywiste, prowizja od transakcji przy niektórych platformach i opłata za każdy kolejny tysiąc produktów.
Druga rzecz to zdjęcia. Sklep bez porządnych zdjęć produktowych nie sprzedaje, a sesja przy kilkuset pozycjach potrafi kosztować więcej niż samo oprogramowanie. Warto policzyć to razem, a nie odkryć w połowie wdrożenia.
Trzecia to czas twoich ludzi. Ktoś musi opisać produkty, ustawić kategorie i odpowiadać na pytania. Przy większym asortymencie to zwykle największy ukryty koszt całego przedsięwzięcia.
Kiedy gotowa platforma jest rozsądniejsza
Jeśli masz kilkadziesiąt produktów bez wariantów, wysyłasz jednym kurierem i nie robisz nic nietypowego z cenami — bierz gotowca. Ruszysz w tydzień i nie będziesz musiał myśleć o aktualizacjach.
Powiemy to także wtedy, gdy przyjdziesz do nas po sklep na własnym systemie. Wzięcie pieniędzy za rozwiązanie droższe, niż trzeba, kończy się jednym niezadowolonym klientem i zerem poleceń.
Kiedy własny system zwraca się szybciej
Przy dużym katalogu i przy sprzedaży, której nie da się zamknąć w standardowym koszyku. Sklep, który zbudowaliśmy dla partnera handlowego jednej z marek, ma tysiąc sto dwadzieścia dwa produkty pobierane wprost z danych producenta — ręczne wprowadzanie tego byłoby kwartałem pracy i tak zestarzałoby się przed końcem.
Drugi próg to bezpieczeństwo. Zdecydowana większość włamań do sklepów to wykorzystanie znanej dziury w nieaktualnej wtyczce. Mniej cudzego kodu znaczy mniej rzeczy, które ktoś musi pilnować.