Dlaczego dwie wyceny na to samo różnią się dziesięciokrotnie
Za tysiąc złotych dostaniesz gotowy szablon z podmienionymi zdjęciami i tekstem. Za kilkanaście tysięcy serwis pisany pod twoją firmę, z treścią, którą ktoś przemyślał. Obie oferty mówią „strona internetowa" i obie mówią prawdę.
Pytanie nie brzmi więc, ile kosztuje strona, tylko co ma się wydarzyć po jej uruchomieniu. Jeśli ma tylko istnieć, bo klient pyta o adres, szablon wystarczy. Jeśli ma przyjmować ruch z płatnej reklamy, koszt szablonu wróci do ciebie w postaci kliknięć, które nic nie dały.
Co realnie składa się na koszt
Sam kod to zwykle mniej niż połowa pracy. Reszta to rzeczy, o których nie myśli się przy podpisywaniu umowy, a które trzeba zrobić tak czy inaczej.
- Treść — kto napisze teksty i skąd weźmie informacje o twoich usługach
- Zdjęcia — własne, kupione ze zbioru czy do zrobienia od zera
- Struktura — ile podstron i jak ułożonych, żeby dało się je później pozycjonować
- Formularze i to, dokąd trafiają zgłoszenia; sama skrzynka pocztowa to za mało
- Wersja na telefon, bo to na niej przyjdzie większość odwiedzających
- Przeniesienie starego serwisu z zachowaniem adresów, żeby nie stracić pozycji
Kiedy tania strona wystarczy, a kiedy się zemści
Szablon broni się przy jednoosobowej działalności, która potrzebuje wizytówki i numeru telefonu. Nikt nie będzie tam nic rozbudowywał, a strona ma żyć trzy lata bez zmian.
Zemści się wtedy, gdy po pół roku dochodzi nowa usługa, sklep albo kampania. Szablon trzyma się na wtyczkach, każda zmiana wymaga kolejnej, a po roku serwis ładuje się dwa razy dłużej i nikt nie wie, która wtyczka za to odpowiada. Wtedy zwykle okazuje się, że taniej zbudować od nowa niż naprawiać.
Mówimy o tym wprost także wtedy, gdy wychodzi na naszą niekorzyść. Jeśli twoja strona wymaga poprawek, a nie przebudowy, nie ma powodu, żebyś płacił za przebudowę.
Koszt, który zaczyna się po uruchomieniu
Serwis to nie jest zakup jednorazowy. Domena i hosting są co roku, certyfikat bezpieczeństwa bywa bezpłatny, ale ktoś musi go pilnować. System zarządzania treścią wymaga aktualizacji, bo nieaktualny jest najczęstszym sposobem, w jaki strony padają ofiarą włamania.
Nasze serwisy firmowe budujemy jako gotowe pliki, bez bazy danych i bez wtyczek. To znaczy mniej rzeczy, które można zaniedbać, i mniejsze rachunki za utrzymanie. To nie jest jedyne słuszne podejście, ale w firmie, która nie ma informatyka, wypada najlepiej.