Gdzie urywa się ślad
Kampania rejestruje kliknięcie i — jeśli mierzenie jest dobrze ustawione — wysłanie formularza. Dalej ślad się urywa. Telefon odbiera człowiek, notuje coś w kalendarzu albo nie notuje wcale, a po miesiącu nikt nie pamięta, skąd wziął się ten klient.
Efekt jest taki, że decyzje o budżecie podejmuje się na podstawie liczby kliknięć, czyli najmniej ważnej liczby w całym zestawieniu. Stąd bierze się cały nasz upór przy raportach liczonych od kontaktu, nie od kliknięcia.
Co trzeba zapisać w momencie kontaktu
Źródła nie da się odtworzyć później. Trzeba je zapisać dokładnie wtedy, gdy ktoś wysyła formularz albo dzwoni.
- Kampania i grupa reklam, z której przyszedł
- Fraza albo kreacja, jeśli da się ją ustalić
- Strona docelowa, na której zostawił kontakt
- Data, godzina i treść zapytania
Dlaczego telefon jest trudniejszy niż formularz
Formularz sam niesie informację o źródle. Telefon nie — chyba że numer na stronie jest klikalny i rejestrujemy, z której podstrony nastąpiło połączenie. W usługach, gdzie większość kontaktów to telefony, to właśnie tu urywa się większość pomiarów.
Co daje spięcie z systemem
Gdy kontakt trafia do systemu razem ze źródłem, wszystko dalsze dopisuje się samo: kto go przejął, czy oddzwonił, czy powstała oferta, czy oferta zamieniła się w zlecenie. Po miesiącu widać nie koszt kliknięcia, tylko koszt podpisanej umowy.
To akurat jest częścią naszej roboty, której nie musimy z nikim uzgadniać, bo system po drugiej stronie reklamy piszemy sami. W większości agencji taka integracja jest osobnym projektem do wyceny.
Najczęstszy błąd: mierzenie dopiero po starcie
Pierwszy miesiąc kampanii jest najciekawszy i najtrudniejszy do odtworzenia. Jeśli mierzenie ustawia się po dwóch tygodniach emisji, ten okres jest stracony bezpowrotnie. Dlatego pomiar podpinamy zanim ruszy pierwsza złotówka.